Po co Ci to?

Od dłuższego czasu szukam idei, filozofii, które pomogą mi w codziennym życiu. Podczas jednego z wieczorów, przeglądając Internet natknąłem się na filmik Oresta Tabaki. Ten człowiek był w stanie spakować wszystkie posiadane przez siebie rzeczy do jednego plecaka. Wtedy rozejrzałem się po moim pokoju. Może upchnąłbym to co posiadam do 30 takich plecaków, chociaż i tak byłoby to trudne.

Przypomniała mi się też moja przeprowadzka. Po roku czasu spędzonym we Wrocławiu zgromadziłem pokaźną kolekcję wszystkiego (niestety wszystkiego). Przeprowadzka zajęła mi kilka dni i kilka kursów po brzegi załadowanym kombi. Wtedy zdałem sobie sprawę, że niektóre rzeczy dopiero co przywiozłem do Wrocka i nie korzystałem z nich od przyjazdu z mojego rodzinnego miasta. Zdałem sobie wtedy sprawę, że jestem typem chomika. Lubię kupować rzeczy ale nie potrafię ich wykorzystać. Dlatego mogłem pochwalić się kolekcją makaronów Barlilla, które dorwałem gdzieś na promocji, posiadałem również kolekcję kosmetyków, które jak myślałem miały zmienić moje życie na lepsze (Ku mojemu zdziwieniu tak się nie stało). Podczas przeprowadzki udało mi się wyrzucić worek rzeczy, które nie były używane przez rok! Jednak te najcenniejsze skarby zostawiłem. I tak oto teraz 5 miesięcy po przeprowadzce znajduje w moim pokoju:

  • Jednorazowe kapcie – Stwierdziłem, że będą bardzo potrzebne dlatego wziąłem je z jednego z hoteli, w których mieszkałem, tak rok temu.
  • Kolekcja mydełek/balsamów/szamponów/odżywek z hoteli, też bardzo przydatna rzecz, szczególnie po to żeby zawalić sobie półkę w łazience.
  • 10 kurtek
  • Około 30 t-shirtów, które zdobywałem przemierzając lumpeksy
  • 20 par spodni, z czego chodziłem w czterech
  • 20 koszul, sytuacja podobna jak ze spodniami

To wszystko umilało moje codzienne życie zawalając pół pokoju, który ma 8m2. Funkcjonowanie z takim ogromem rzeczy jest naprawdę trudne. Tryb fotel-łóżko (przerzucanie ciuchów raz na fotel raz na łóżko w zależności od tego, który mebel był mi potrzebny) opanowałem do perfekcji. Znajomi, z którymi mieszkałem pierwszy rok we Wrocławiu, dobrze wiedzieli, że jestem bałaganiarzem i próbowali powstrzymywać moją ekspansję do salonu, co często im się nie udawało.

Cały czas przechodziła przez moją głowę myśl, że może łatwiej byłoby żyć posiadając  mniej rzeczy, dobra „żyć” to za duże słowo, zamieńmy je na funkcjonować . Moją tezę potwierdził jeden z moich służbowych wyjazdów. Pojechałem na dwa tygodnie do Katowic. Nie rozmyślając długo spakowałem się w jedną torbę oraz plecak. Przeżyłem dwa tygodnie z trzema koszulami, kilkoma koszulkami oraz dwiema parami spodni. Wystarczyło mi jedno pranie, które zrobiłem u mojego przyjaciela w Krakowie, którego odwiedziłem w weekend. Okazało się też, że nie potrzebuję tych wszystkich kosmetyków, które wciąż kupuję. Mówię tu o trzech pastach do włosów, czterech antyperspirantach oraz pięciu balsamach do ciała. Życie było o wiele łatwiejsze, kiedy rano nie musiałem wybierać ubrań spośród dziesiątek konfiguracji, tylko ubierałem to co było czyste.

Nagle znalazłem czas na to, żeby poczytać książkę czy obejrzeć serial pomimo tego, że pracowałem tyle samo czasu ile pracuję mieszkając we Wrocławiu. Nie udało mi się również przez ten czas nabałaganić w pokoju, który przez dwa tygodnie był moim domem. Może to wydać się dziwne ale moja głowa była wtedy spokojniejsza. Znajdowałem czas na rzeczy ważniejsze od przekładania ciuchów z miejsca na miejsce, czy chodzenia po sklepach w  poszukiwaniu okazji. Niestety wtedy tego nie zauważyłem.

Podczas jednej z długich nocy, kiedy to błądzi się po Internecie natknąłem się na kilka amerykańskich blogów o minimalizmie. Temat wrócił. Zdecydowałem, że zmienię moje życie na łatwiejsze, przynajmniej w aspekcie szerokopojętego konsumpcjonizmu.

Czy można stać się w kilka dni minimalistą ?

Niestety nie.

Proces ten stał się wbrew moim oczekiwaniom bardzo złożony. Najpierw sam musiałem dojść do tego, czym dla mnie jest minimalizm, nie chciałem zamykać się w określonych ramach tylko dostosować ten „system” do moich potrzeb i oczekiwań. Okazało się, że nie wystarczy wywalić z szafy 70% rzeczy. Najtrudniejsze było krytyczne spojrzenie na siebie oraz na rzeczy, które posiadam. Stanąłem więc na środku pokoju i rozejrzałem się dookoła, w głowie miałem jedną myśl „jak tego dużo”. Wiele razy zdarzało mi się już pozbywać  zbędnych rzeczy ale stwierdziłem, że teraz zrobię to na naprawdę dużą skalę. Podzieliłem więc moje łóżko na 3 części:

1.rzeczy do wyrzucenia:

-Przez chwile wyglądało to jak stoisko pana Stanisława, który hobbystycznie w niedziele handluje gratami na osiedlowym targu. Znalazło się tam trochę kosmetyków, sporo z nich było przeterminowanych, trochę ciuchów, które nie nadawały się już do noszenia(zużyte skarpetki, koszulki czy koszule, których nie założyłem od miesięcy. Była jeszcze grupka ciuchów, które na następny dzień wrzuciłem do pojemnika Caritasu

2. Rzeczy do sprzedania/oddania

-Tutaj też znalazło się dużo skarbów. Do momentu wrzucenia wpisu, udało mi się sprzedać gitarę elektryczną(tak, porzuciłem marzenia o zostaniu rockmanem);jeden z moich trzech keyboardów; kamerę sportową, którą miałem nagrywać szalone wypady z przyjaciółmi; pióro, które dostałem w liceum na prezent(tak sobie ze mną jeździło i jeździło).

Oprócz zastrzyku gotówki odzyskałem trochę miejsca w pokoju, które w przypadku małego metrażu jest dosyć cenne. Znajdowały się tu też ubrania, które ze względu na dobry stan nadawały się dla mojego braciszka, szkoda było mi je wyrzucić.

3. Rzeczy które zostają u mnie.

Ojj była ostra selekcja. Rozpatrywałem zostawiane rzeczy  pod kilkoma aspektami

-Kiedy tej rzeczy ostatnio używałem  i jak szybko/łatwo mogę ją czymś zastąpić, czy kupić w razie nagłej potrzeby.

I muszę napisać tak; Zostało mi jeszcze dużo rzeczy, część z nich zostały wsadzone do pudełka „na kilka miesięcy”. Jeżeli ich nie użyje podczas tego czasu, to zostaną wyrzucone.

Planuję robić taką selekcję raz w miesiącu (o moich postępach w tym temacie w następnych wpisach)

Czy pomogło?

Zdecydowanie!

Może to było zwykłe sprzątanie w pokoju, ale po wyrzuceniu tych wszystkich rzeczy poczułem przypływ energii. Okazało się, że nie muszę mieć codziennie bałaganu, chociaż czasami jeszcze mi się to zdarza(dzielnie z tym walczę).

Podczas tych prozaicznych czynności otworzył mi się umysł i tak mi to pomogło,  że stwierdziłem, że fajnie byłoby o tym napisać, może komuś to pomoże i pchnie do działania? Może to będziesz Ty? Pomyśl o tym i pozbądź się tego, czego nie potrzebujesz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close